MURALE/Murale a przestrzen miejska

 

Wykonywane  różnymi technikach artystycznymi, pachnące farbą w sprayu, opowiadają najróżniejsze historie – polityczne, społeczne i zwyczajne, życiowe.  Czasem są tylko popisem  brawury oraz artystycznych możliwości ich twórców.  Murale. Są środkiem wyrazu głównie artystów młodego pokolenia, chcących,  aby sztuka była otwarta na ulicę, pozwalała stanąć i zamyślić się nad ważnymi  sprawami. Niekiedy chodzi jedynie o to, aby dawać odbiorcom radość i powodować uśmiech na twarzach przechodniów.

Sztuka do wynajęcia
Historia współczesnych murali sięga końca XIX wieku, i początków reklamy komercyjnej.  Po reklamy naścienne sięgano na długo przed wymyśleniem billboardów, malując  hasła reklamowe i wizerunki oferowanych produktów tam, gdzie się dało – na fasadach budynków, szopach, murach. Prekursorami  malowanych reklam byli przedsiębiorcy  zatrudniający do tego celu zawodowych malarzy. Już w latach 70-tych XIX wieku w Ameryce komercyjną działalność muralową świadczyła pierwsza specjalistyczna agencja,  firma Bradbury and Houghteling, która organizowała ogólnokrajowe kampanie muralowe.  
Na salony murale weszły w XX wieku.  Przyczynili się do tego tworzący w latach trzydziestych i czterdziestych  meksykańscy artyści, między innymi mąż malarki Fridy Khalo - Diego Rivera, a także  José Orozco i David Siqueiros. Pierwszy z nich był autorem serii 27 wielkoformatowych obrazów naściennych dla Detroit Institute of Arts. W ten sposób miasto Detroit oddało hołd swemu przemysłowi.

Mural w służbie polityce
Murale szybko stały się narzędziem propagandowym politycznie zaangażowanych artystów, ale i amatorów chcących dać wyraz swoim poglądom. Tak narodził się mural polityczny. Jego przykładem są znane każdemu Polakowi parasole Polski Walczącej i słynne w całym świecie murale z Irlandii Północnej.  W przypadku tych ostatnich zaczęło się dość nietypowo. Katolicy z północy Irlandii mieli malować na biało ściany i mury w swojej dzielnicy, aby na ich tle łatwiej dostrzegać ubranych w barwy maskujące żołnierzy brytyjskich, zwłaszcza snajperów.  Z czasem na białych ścianach zaczęły pojawiać się  hasła i rysunki. W ten sposób katolicy protestowali przeciw „dyktaturze królowej”, a protestanci przeciw „papieskim bigotom”. Poziom artystyczny nie był ważny, istotne było opowiedzenie historii. Każde wydarzenie, zamach, zabójstwo lub akcja pacyfikacyjna - po jednej lub drugiej stronie - znajdowała swoje odzwierciedlenie na murach Cork, Belfastu czy London Derry. Od lat siedemdziesiątych powstało co najmniej 2000 takich politycznych obrazów. Choć w Północnej Irlandii formalnie nastał pokój, murale powstają do dziś, dosłownie wszędzie; praktycznie każdy z nich ma polityczne lub społeczne przesłanie. Dotyczą nie tylko lokalnych spraw, ale też konfliktu na Bliskim Wschodzie, dyskryminacji kobiet. Upamiętniają uwielbianych sportowców, zwłaszcza piłkarzy, takich jak zmarły w 2005 roku George Best - bożyszcze Belfastu.

Politycznie i społecznie zaangażowani Polacy
Historia murali w Polsce także miała polityczne korzenie. Kiedy na przełomie lat 70/80 cały świat inspirował się nowojorskim graffiti opartym głównie na tagowaniu, polska sztuka ulicy  służyła  przede wszystkim do walki. Przez wiele dziesięcioleci powstawanie murali nad Wisłą motywowane było buntem przeciw reżimom - najpierw wobec okupacji niemieckiej, później uciskowi komunizmu, pisze Izabela Paluch w niedawno wydanej książce POLSKI STREET ART, autorstwa Elżbiety Dymnej i Marcina Rutkiewicza. Początkowo, artyści solidarnościowi chętnie sięgali zarówno po symbolikę, hasła jak i metody Organizacji Małego Sabotarzu "Wawer" z II wojny Światowej. Prawdopodobnie jednym z pierwszych naściennych nielegalnych obrazów powojennej Polski był mural Witolda Fruczka, przedstawiający biały obrys człowieka podnoszącego ręce do góry w akcie kapitulacji na chwilę przed rozstrzelaniem. Powstał on w Warszawie za tzw. Żelazną Bramą. Krótko po nim street-artową manifestację niechęci do komunizmu  pokazał  w Warszawie duet Joanna Krzysztoń i Zbyszek Olkiewicz. Warto jednak zauważyć, że równolegle z artyreżimowymi, powstawały murale promowane przez system - były to wielkoformatowe reklamy firm państwowych, malowane na fasadach budynków. Zachęcały one do oszczędzania z PKO, ubezpieczania się w PZU czy używania produktów Społem czy kupowania w Peweksie. Do dziś część z nich, już mocno spłowiałych i zniszczonych spogląda na ulice Warszawy, Gdańska czy Poznania.

Maluj mury!
Milowym krokiem w historii murali były akcje Pomarańczowej Alternatywy. Dla jej performerów walka z komuną oznaczała obśmianie systemu wykorzystując surrealistyczny humor i krasnoludki. To jej założyciel - Waldemar "Major" Fydrych - apelował do młodych anarchistów i opozycjonistów: "maluj mury". W tym samym czasie, pod wpływem pomysłów Alternatywy, w Polsce zaczęło rozwijać się graffiti szablonowe. Jej polski prekursor Tomasz Sikorski jako jeden z pierwszych chciał sukcesywnie odchodzić od politycznie zaangażowanych malowideł na rzecz komunikacji z przestrzenią publiczną. Szablonami na murach posługiwał się wtedy też Krzysztof Skiba, późniejszy lider Big Cyca. Tej techniki używali też działacze ekologiczni i pacyfiści z lat osiemdziesiatych.

Polska era spraya
Najnowsza historia murali w Polsce rodziła się w raz z Wolną Polską. Na długim betonowym płocie warszawkich Wyścigów ktoś po raz pierszy namalował wielki napis "KŁAMSTVO" DTV ŁŻE", ktoś po raz pierwszy przywiózł z bratniej Czechosłowacji pierwsze spraye. Początkowo używali ich do szablonów tacy artyści, jak: Towarzystwo Malarzy Pokojowych, grupa Pinokio, czy KKM. W latach dziewiędziesiątych przyszły zmiany polityczne i nastasła era graffiti opartego na literach. W 1994 roku rozpoczęła się epoka tagów.

Dziękujemy autorom albumu Polski Street Art za możliwość zaczerpnięcia inspiracji i wiedzy z tej publikacji na potrzeby powyższego tekstu.